Enduro rowerowe, czyli wokół Ustrzyk Dolnych

Zima minęła, wiosna już na stałe zagościła w Bieszczady. Wprawdzie jeszcze nieśmiało, ale ją widać i czuć. Bociany zameldowały się w gniazdach. Śnieżyca wiosenna już przekwitła, podbiał kwitnie na żółto przy drogach – suszony będzie na herbatkę przeciwkaszlową. Czosnek niedźwiedzi – bieszczadzki specjał pokazał się w lasach. Mniszek lekarski – niedoceniany, ale o ogromnych możliwościach wzmacniających organizm i leczniczych, i to pod każdą postacią – zażółca łąki. Sytuacja na budowie Sadyby opanowana. Wreszcie skończyły się problemy z podłączeniem prądu. Skrzynka z prądem jest już przy domkach. Została tylko końcówka prac, czyli olejowanie podłóg i urządzanie pokoi. No i zagospodarowanie otoczenia, tak aby można było dotrzeć z parkingu do domków i koliby w czystych butach – to najbliższe zadania czekające nas przed oficjalnym uruchomieniem działalności.

zdjęcie 1

W międzyczasie można, korzystając z pogody, zachęcającej do spacerów i aktywności na powietrzu, pomyśleć nad propozycjami dla naszych Gości. Wprawdzie jesteśmy gotowi każdemu indywidualnie zaproponować inny plan pobytu, ale kilka gotowych propozycji na aktywne spędzenie czasu, dla korzystających z noclegów w Sadybie Bojkowskiej, pomoże w wyobrażeniu sobie jakie możliwości dają Bieszczady i ich Pogórza. I jak ciekawie można spędzić kilka, czy też kilkanaście dni.

Akurat jestem po spotkaniu z kilkoma młodymi ludźmi z Krakowa, którzy po raz pierwszy przyjechali w Bieszczady z rowerami do enduro. Nocleg mieli załatwiony u mojego kolegi w Ustrzykach Dolnych, trasy do dwóch wypraw zaproponował im znajomy, który jeździ enduro i podobno zna Bieszczady jak własną kieszeń. Potrzebowali tylko transportu osób i sprzętu do Wetliny i odebrania ich po zakończonej trasie. Trafili do mnie z polecenia Kolegi. Nie było problemu z transportem, bo dysponujemy klimatyzowanym busem 4×4 i profesjonalną przyczepą do przewozu 10 rowerów.

Po drodze do Wetliny rozmawialiśmy o dynamicznym rozwoju turystyki rowerowej. I to w każdej postaci. Trekkingowej, enduro, mtb, szosowej. O coraz większej sprzedaży rowerów z górnej półki, zainteresowania wypadami weekendowymi i oczywiście o braku ogólnie dostępnej bieszczadzkiej oferty dla tych wszystkich miłośników dwóch kółek. Mimo, podkreślanego kilkakrotnie, ogromnego potencjału rowerowego Bieszczadów – ciszy, czystego powietrza, małego ruchu samochodowego, bardzo dobrych dróg asfaltowych, pięknych krajobrazów i leśnych ścieżek. a do tego setek kilometrów oznakowanych szlaków rowerowych. Niby wszystko jest, rowerzystów coraz więcej, co kilka kilometrów mijaliśmy grupki na różnym sprzęcie, w tym również wyprawowym, z przyczepkami, sakwami, namiotami, ale to jeszcze nie to, czego można oczekiwać od regionu o tak olbrzymim potencjale, szczególnie do uprawiania turystyki rowerowej.

Endurowcy wybierali się, z polecenia znajomego, na Pasmo Graniczne. Mieli wjechać zielonym szlakiem, przez Dział na Rawkę, a dalej niebieskim do Okrąglika i zjechać przez Jasło do Cisnej. Niby wszystko ok, na mapie ładnie to wygląda. Tylko że zielony szlak prowadzi przez Bieszczadzki Park Narodowy, w którym obowiązuje zakaz jazdy na rowerach i na samym początku wyprawy nie zostali wpuszczeni na szlak przez obsługę sprzedającą bilety. Zmienili trasę i skierowali się wzdłuż granicy BdPN żółtym szlakiem przez Paprotną do granicy. Ostre, długie podejścia, więcej wnoszenia roweru niż jazdy na nim. Miejscami śnieg po kolana, bo to prawie 1000 m npm i zima jeszcze tam nie odpuściła. Nie najlepsza trasa do wypraw rowerowych. Dalej też nie różowo. Błoto, śnieg, deszcz. Koniec końców skrócili planowaną trasę i z Okrąglika skierowali się do Smereka. Dojechali zmęczeni, głodni, spragnieni, zmoczeni, bo jak to w Bieszczadach bywa, pogoda się załamała, lekko poobijani, bo błoto powodowało niekontrolowane uślizgi. Przez 8 godzin pokonali ok. 28 km.

DSC_7635

A wszystko to tylko dlatego, że nie przewidzieli wielu rzeczy, że nie dostosowali się do trudnej bieszczadzkiej rzeczywistości. Bieszczady są bardzo wymagającymi górami i trzeba je dobrze znać, żeby zaplanować sobie trasę na jazdę terenową. I trzeba ją dostosować do aktualnie panujących warunków atmosferycznych. Na wiosnę, po kilku dniach deszczu nie ma co wybierać się w teren. Błoto nie pozwoli na jazdę. Dokładnie obkleja wszystkie części roweru, blokuje koła, „zabija” łańcuch, tak że jest problem nawet ze zjazdem. W takie dni, przy pięknej słonecznej pogodzie najwięcej frajdy miłośnikom mtb sprawi wyprawa po leśnych stokówkach (utwardzonych drogach przeznaczonych do zwozu drewna z lasu), o nierównej, dziurawej nawierzchni, na którą nie pchają się kierowcy samochodów osobowych. Bezpośredni kontakt z przyrodą, cisza, wspaniałe widoki, długie podjazdy na duże przewyższenia powodujące „wyciskanie ostatnich potów” z organizmu, szybkie zjazdy po nierównej nawierzchni pełnej dziur – na pewno dostarczą potrzebne endorfiny. A nie trzeba będzie wnosić i znosić roweru. I można przejechać dużo więcej kilometrów. Znam to z własnego doświadczenia. Dla miłośników trekkingu i szosy jazda po bieszczadzkich drogach to sama przyjemność. W ocenie uczestników wyścigów szosowych dla zawodowców i amatorów oraz wielu maratonów rowerowych organizowanych przez Bieszczadzkie Towarzystwo Cyklistów nawierzchnia proponowana rowerzystom przez południową część Podkarpacia jest najlepsza w Polsce. Do tego bonus w postaci wspaniałych widoków i nadmiaru tlenu w powietrzu stanowi o najpierwszeństwie tego regionu w rowerowej Europie.

Trasy terenowe miłośnicy mtb i enduro powinni pokonywać tylko wtedy, gdy teren podeschnie, a błoto straci swoją kleistą konsystencję. Nawet wtedy można znaleźć kałużę, żeby się ubłocić. Ale też nie na wszystkie trasy można się wybierać. Każdy na pewno chciałby odczuwać przyjemność z jazdy. Trasa, której większość trzeba pokonywać z rowerem na plecach to chyba nie jest to. A wybór naprawdę fajnych tras jest duży i to nie koniecznie w Bieszczadach Wysokich obłożonych zakazami Parku Narodowego, zadeptanych przez niezliczone rzesze turystów pieszych zaliczających kolejne szlaki przez połoniny – bo tak wypada. Okolice Ustrzyk Dolnych, Leska, Sanoka Komańczy czy też Beskid Niski oferują mnóstwo tras terenowych dla każdego. Od początkujących po zaawansowanych. Trzeba tylko się dostosować do aktualnych warunków pogodowych. Najlepiej jest mieć ze sobą kilka rowerów – na każdą pogodę i każdą trasę ;-), albo na miejscu wypożyczyć sobie rower odpowiedni do wybranej trasy. Lub – przed przyjazdem skonsultować planowaną trasę z „bieszczadzkim, rowerowym zakapiorem”.

I na koniec jedna z propozycji dla miłośników jazdy terenowej. Trasa prowadząca po pasmach okalających Ustrzyki Dolne, przez Kamienną Lawortę, Małego Króla, Żuków i Gromadzyń. Podjazdy, jazda grzbietami pasm, zjazdy i nieliczne, krótkie przejazdy po asfalcie. Długość trasy ok. 38 km. W razie załamania pogody zawsze jest możliwość wyboru innej trasy np. trekkingowej.

https://connect.garmin.com/activity/embed/763752695

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *